Zanim przeczytasz, włącz - Seether - Broken
http://www.youtube.com/watch?v=hPC2Fp7IT7o
Cześć. Wypadałoby się Wam przedstawić, ale niezbyt przestrzegam przyjęte normy zachowania. I nie za bardzo lubię mówić o sobie. Nie wydaje mi się, żebym była porywająco ciekawą osobowością. Kashmir Jones. Owszem, trochę nietypowe imię, nadała mi je moja mama, fanka Led Zeppelin, od jednej z ich piosenek. I nic poza tym fajnego. Studiuję kryminologię, uczę się pilnie, chodzę do kościółka, odwiedzam grób rodzicielki, nienawidzę ojca, mam psa, przyjaciółkę i samochód, mieszkam na przedmieściach Los Angeles. Cóż za szaleństwo. Zastanawiam się po co w ogóle o tym piszę. Chyba do końca zwariowałam, ale muszę to z siebie wyrzucić. Czuję wewnętrzną potrzebę, żeby z kimś podzielić się moją historią. Z ludźmi, którzy mnie nie znają i nie będą mieli jak przyjść do mnie, popłakać się ze wzruszenia i zacząć pocieszać. Nie, nie potrzebne mi współczucie. Pragnę zrozumienia, tylko tyle. Zacznę więc od dnia, kiedy podróż szalonym rollercoasterem się rozpoczęła...
To była sobota. Odpoczywałam po męczącym tygodniu w gorącej kąpieli. Po godzinie leżenia w wannie, przebiłam dłonie przez warstwę gęstej, miękko syczącej piany i sięgnęłam po ręcznik. Wyszłam z wody i owinęłam go wokół ciała. Przetarłam wierzchem dłoni zaparowane lustro i spojrzałam sobie w oczy. Duże, ciemnozielone, otoczone kurtyną czarnych rzęs. "Spojrzenie typowej suki" - jak mawiał Nikki. Tworzyły czarujący kontrast z aksamitnymi, ciemnymi włosami i bladą cerą. I jeszcze kilka znaków piękności na twarzy: wąski nos, pełne, lekko różowe usta i wyraźne kości policzkowe. Podobałam się mężczyznom - wiedziałam o tym aż nazbyt dobrze, ale nie potrafiłam tego wykorzystać. Może nie tyle co nie potrafiłam, co nie chciałam... Odczuwałam niechęć do mężczyzn. Nie, nie byłam lesbijką. Po prostu... a zresztą, nieważne. Wytarłam ciało i sięgnęłam po leżące na szafce ubrania. Założyłam krótkie spodenki i starą, rozciągniętą koszulkę z Zeppelinami. Jedna z rzeczy, które zostały po mojej mamie. Nadal pamiętam jak pięć lat temu, siedziałam na podłodze w sypialni rodziców, tuląc tę koszulkę do siebie, wdychając zapach jej perfum, licząc, że zaraz wejdzie, uśmiechnie się i powie, że wszystko a porządku. Nie przyszła. Przymknęłam oczy, próbując powstrzymać łzy i wzięłam głęboki oddech, żeby się uspokoić. Wyczesałam włosy i spięłam je w koka, co dało raczej marny efekt, bo i tak każdy kosmyk robił to, na co miał ochotę. Oznaczało to w pewnym sensie mnie samą - zewnętrzny wyznacznik tego, jaka byłam w środku. Buntowniczka? Nie, to trochę za duże słowo. Po prostu nigdy nie dawałam sobą rządzić. Nie byłam zdolna do ugięcia się pod tym, co mi narzucano. Zawsze musiałam się wyzwolić z więzów... No nie do końca, tylko jednego ograniczenia nie mogłam się pozbyć, ale... nieważne. Wyszłam z łazienki i zamknęłam cicho drzwi. Zastanawiając się czy ojciec jest w domu, zeszłam na dół i przemknęłam się do przedpokoju. Starając się robić jak najmniejszy hałas, założyłam trampki i ramoneskę. Kiedy położyłam dłoń na klamce z kuchni dobiegł mnie głos.
- Gdzie się wybierasz moja panno? - spytał ojciec, wchodząc do korytarza i opierając się bokiem o ścianę. Gdy tylko na niego patrzyłam, czułam mdłości. Jego tłuste, przerzedzone włosy opadały krótkimi kosmykami na twarz. Miał przenikająco niebieskie oczy. Ubrany był w białą, brudną koszulkę i dresy. Na wydatnej szczęce widniał kilkudniowy zarost. Kiedyś był przystojnym zadbanym mężczyzną. Andrew Jones, za którym szalały kobiety z miasta i, który u każdego wzbudzał szacunek. Niezły aktor. Próbowałam sobie wmawiać, że wojsko go tak zmieniło, ale... nie, ten człowiek po prostu był na wskroś przesiąknięty złem.
Jego przepite oczy, zmierzyły mnie od góry do dołu.
- Zdejmij to. Ta szmata należała do twojej matki, jest starsza od dinozaurów.
- Zdejmij to. Ta szmata należała do twojej matki, jest starsza od dinozaurów.
- Spierdalaj, nie twój interes, co noszę - rzuciłam, rozwścieczona, mimo, że wiedziałam, że tymi słowami rozpętam wojnę.
- Co powiedziałaś, ty mała kurwo? - wycedził i podszedł do mnie. Dotarł do mnie zapach alkoholu, fajek, kawy i potu.
- To co słyszałeś... - mruknęłam. Może jeszcze da się załagodzić sytuację.
- Zupełnie jak twoja matka... - mówił, przez zaciśnięte zęby, zbliżając się. - Niewdzięczna, chamska, bezczelna dziwka.
- No to pogratuluj sobie, że wychowałeś dziwkę. Twoje geny - posłałam mu ironiczny uśmiech. Nie mogłam słuchać jak obraża jedyną osobę, którą kocham. Kurwa. Igram z ogniem. Zdążyłam o tym pomyśleć, gdy poczułam uderzenie w twarz. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i zatoczyłam się na ścianę.
- Chcesz coś dodać, kurwo? - kolejne uderzenie. Osunęłam się nad podłogę i wyplułam krew z ust.
- Nienawidzę cię... obyś zdechł... - wyrzuciłam z siebie, otarłam usta i usiłowałam wstać.
- Zobaczymy, kto pierwszy zdechnie - zaśmiał się, pociągnął mnie za włosy i rzucił na podłogę. Zobaczyłam jeszcze jak pochyla się nade mną z uśmiechem i nastała ciemność.
Krew. Czułam w ustach jej smak. Po chwili zaczęłam również widzieć i słyszeć to, co się w okół mnie działo. Ojca nie widziałam. Pewnie wyszedł się napić, jak zwykle. Z trudem dźwignęłam się na nogi i oparłam o ścianę. Dotknęłam kciukiem rozciętej wargi, która nadal krwawiła. Przesunęłam dłonią po twarzy, czując pod palcami opuchliznę pod okiem. Nie płakałam. Zdążyłam się już przyzwyczaić. Ale nie myślcie sobie, że byłam silna i dawałam sobie z tym radę. Wewnątrz mojej zniszczonej duszy, serce umierało. Zostałam zniszczona, złamana. Uniosłam oczy ku górze. Boże, gdzie jesteś? Ojcze, który powinien mnie kochać, czemu nie reagujesz? Krzyczę, wołam Cię... gdzie jesteś... Daj mi znak, jakikolwiek. Tak tylko, żebym wiedziała, że nie jestem sama. Brak odpowiedzi.
Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do stolika, opierając dłoń o ścianę, by utrzymać równowagę. Podniosłam słuchawkę telefonu, przystawiłam ją do ucha i wykręciłam numer. Cisza. Dopiero po chwili usłyszałam ciepły, męski głos.
- S-słucham..
- Nikki... to ja, Kashmir. Mógłbyś podrzucić mi coś przeciwbólowego? Oddam ci hajs.
- Co się stało?
- Opowiem ci jak przyjedzie... - poczułam silne uderzenie w głowę i wypuściłam słuchawkę z rąk. Kolana się pode mną ugięły i przewróciłam się na stolik, uderzając o niego czołem. Poczułam jak gorąca, gęsta krew spływa mi po twarzy.
- DZWONISZ DO SWOJEGO KOCHASIA, KURWO? - do mojej świadomości doszedł ledwo słyszalny głos ojca. Próbowałam coś powiedzieć, podnieść się, ale wszystkie zmysły odmówiły posłuszeństwa. Przez półprzymknięte oczy, zobaczyłam kucającego przede mną oprawcę.
- Odpowiadaj jak do ciebie mówię, idiotko - wycedził i złapał mnie za włosy, pociągnął w górę tak, by moja twarz znajdowała się na przeciwko jego. Zemdliło mnie od uporczywego zapachu alkoholu i papierosów. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Łzy cisnęły mi się do oczu, chciałam stracić świadomość. Nie czuć. Nie istnieć. Wiedziałam, jak to zrobić. Splunęłam mu w twarz i uśmiechnęłam się ironicznie. Ostatnie, co pamiętam, to pulsujący ból w skroni, po uderzeniu o ścianę.
Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do stolika, opierając dłoń o ścianę, by utrzymać równowagę. Podniosłam słuchawkę telefonu, przystawiłam ją do ucha i wykręciłam numer. Cisza. Dopiero po chwili usłyszałam ciepły, męski głos.
- S-słucham..
- Nikki... to ja, Kashmir. Mógłbyś podrzucić mi coś przeciwbólowego? Oddam ci hajs.
- Co się stało?
- Opowiem ci jak przyjedzie... - poczułam silne uderzenie w głowę i wypuściłam słuchawkę z rąk. Kolana się pode mną ugięły i przewróciłam się na stolik, uderzając o niego czołem. Poczułam jak gorąca, gęsta krew spływa mi po twarzy.
- DZWONISZ DO SWOJEGO KOCHASIA, KURWO? - do mojej świadomości doszedł ledwo słyszalny głos ojca. Próbowałam coś powiedzieć, podnieść się, ale wszystkie zmysły odmówiły posłuszeństwa. Przez półprzymknięte oczy, zobaczyłam kucającego przede mną oprawcę.
- Odpowiadaj jak do ciebie mówię, idiotko - wycedził i złapał mnie za włosy, pociągnął w górę tak, by moja twarz znajdowała się na przeciwko jego. Zemdliło mnie od uporczywego zapachu alkoholu i papierosów. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Łzy cisnęły mi się do oczu, chciałam stracić świadomość. Nie czuć. Nie istnieć. Wiedziałam, jak to zrobić. Splunęłam mu w twarz i uśmiechnęłam się ironicznie. Ostatnie, co pamiętam, to pulsujący ból w skroni, po uderzeniu o ścianę.
--------
Mamy pierwszy odcinek. Moim zdaniem pozostawia wiele do życzenia, ale liczę, że się Wam spodoba.
Komentujcie, piszcie co można poprawić, co jest okey, bo już chcę dodać kolejny odcinek!
.
Cholera, zapowiada się tak cudownie!
OdpowiedzUsuńMotely Crue, Guns n' Roses i Skid Row. Właśnie umarłam.
Piszesz cudownie, więc będę tu zaglądać.
Jakbym mogła Cię prosić, powiadamiaj mnie o kolejnych częściach, bo chcę... PRAGNĘ więcej!
Więc mam nadzieję, że usłyszymy się niedługo. Trzymaj się i dużooooo weny <3
ABLDPFHABDPDTFTSHBL! Jezu, jakie to świetne. Chce więcej. Bardzo bardzo chce. Jezu, zaciekawiłaś mnie cholero. Hbdmalpbla jezu to mi się strasznie podoba. No także czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuńZainteresowałaś mnie. Nawet bardzo, podoba mi sie twój styl pisania, pomysł etc. Będę zaglądać ;)
OdpowiedzUsuńI jakbyś mogła usunąć weryfikacje obrazkową, chyba nie odwiedzi cię nikt kto jest automatem ;)
UsuńO boże, to jest świetne! Czekam z niecierpliwością na kolejne wydarzenia :3
OdpowiedzUsuńOjejku, super! Bardzo ciekawie piszesz. Już zdążyło mnie wciągnąć. Chcę więcej. Proszę.
OdpowiedzUsuńJa już Ci pisałam co sądzę, ale nie zaszkodzi napisać jeszcze raz.
OdpowiedzUsuńNo to tak..Bardzo, bardzo mnie zaintrygowałaś.
Piszesz świetnie! Do tego lata '80 i moje ukochane zespoły? Już mi się podoba główna bohaterka.
Będę tu bardzo często wpadała. Czekam na następny i życzę duuuużo duuużo weny.
No i byłabym wdzięczna, żebyś mnie powiadomiła jak coś dodasz :)
Jeszcze raz życzę duużo weny i czekam na następny!
Jezu. ;-;
OdpowiedzUsuńJakie to jest świetne. Podoba mi się sposób w jaki piszesz.
Dopiero pierwszy odcinek, a ty już mnie wciągnęłaś.
Będę tu często zaglądać.
Czekam na następny i życzę Ci weny. :)
Więcej, więcej więcej pragnę!
OdpowiedzUsuńJeden z najlepszych początków jakie czytałam! Okropnie uzależniające! Masz talent dziewczyno :)
OdpowiedzUsuń