-David, proszę, skończ temat - mruknęłam do Murraya. Ślęczeliśmy przed wielką mapą Los Angeles, wpatrując się w zaznaczone czerwonymi punktami miejsca znalezienia ciał kolejnych ofiar.
- Kashmir, mówię ci, że to jest jakiś schemat! - wydarł się, uderzając pięścią w stół. Odgarnął włosy do tyłu i podszedł do okna. Miałam ochotę rzucić w niego czymś ciężkim, ale zdusiłam w sobie emocje.
- Ale pomyśl logicznie... Whisky a Go Go, L.A Coloseum i kolejna pod naszym nosem, Los Angeles Police Department, obok wydziału narkotyków. Widzisz w tym jakiś sens?
- Nie - wyszeptał. - Ale patrząc na mapę... to element układanki, mówię ci.
- David...
- Twój kochaś przyjechał - przerwał mi i podszedł do biurka. - Zmykaj, za długo tu siedzisz.
- To mój przyjaciel... - westchnęłam. - A ty?
- Co ja?
- Nie udawaj głupiego, w biurze jesteś od 5 rano. Masz iść spać, okey? - rzuciłam w jego stronę, pospiesznie wrzucając rzeczy do torebki.
- Tak, mamo - odpowiedział, przewracając oczami.
- Wyśpij się, skarbie - pocałowałam go w policzek i wybiegłam z gabinetu. Na zewnątrz, przy samochodzie czekał na mnie Nikki. Otworzył mi drzwi i wsiadłam do auta, wrzucając torbę na tylne siedzenie.
- Wziąłeś mi sukienkę? - spytałam, ściągając koszulkę.
- Co... - wyszeptał, wpatrując mi się w dekolt. Chryste Panie, jak on mnie drażni. Walnęłam go w ramię i zasłoniłam biust dłońmi.
- Sukienka. Czy wziąłeś? - wycedziłam, patrząc na niego z chęcią mordu w oczach.
- Na tyle, żyleto - zaśmiał się, przenosząc wzrok na jezdnię. Sięgnęłam po sukienkę i dając niezły pokaz gimnastyczny w końcu ją na siebie założyłam. Przeglądając się w lusterku, poprawiłam włosy i musnęłam usta krwistoczerwoną szminką.
- Masz być grzeczna, jasne? - rzucił w moją stronę, z pół kpiącym uśmiechem.
- Tak, wielebny ojcze, zero dragów i seksu po kątach... - prychnęłam i oparłam głowę o szybę. Boże miłosierny, jak ten człowiek potrafi mnie wkurzyć, to jest po prostu niewyobrażalne. Westchnęłam cicho i zamknęłam oczy. Jechaliśmy właśnie na domówkę do jego znajomych. Po całym tygodniu łez, strachu i nieprzespanych nocy, chyba należał mi się mały wypoczynek. Musiałam się odstresować, bo byłam bliska szaleństwa. W torturach zginęły kolejne dwie dziewczyny, z ręki tego samego mordercy, a ja nie miałam nawet jednego podejrzanego. Spacerując ulicami Los Angeles, towarzyszyło mi nieodparte wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Kilka razy miałam wrażenie, że widzę ojca. Paranoja. Liczyłam więc, że impreza pozwoli mi choć na chwilę oderwać się od ponurych myśli. Kilkanaście minut później zatrzymaliśmy się przed jedną z willi na Beverly Hills. Przeskoczyłam nad drzwiczkami cadillaca i oparłam się o maskę. Nikki poprawiał kreski, więc miałam chwilę na rozeznanie. W stronę drzwi zmierzał spory tłum, w którym mignął mi Vince z jakąś laską a za chwilę Tommy. Reszty nie znałam, choć przez chwilę miałam wrażenie, że widzę tego faceta z okładki jednej z gazet... Perry? Tak, Joe Perry. No, nieźle się zapowiada.
- Rusz swój zgrabny tyłek - rzucił Sixx, wymijając mnie. Podbiegłam do niego i delikatnie chwyciłam jego dłoń, kiedy weszliśmy do środka. Pierwsze co zarejestrowałam to dźwięki "Reckless" Judas Priest, dobiegające z głośników, stojących w kącie. Dotarł do mnie mocny zapach alkoholu zmieszany z papierosowym dymem. Pomieszczenie było ogromne. Kanapy, fotele i stoły, zapełnione butelkami z przeróżnymi trunami, zostały przesunięte na bok. Na sofach siedziało kilku facetów, a obok nich kręciły się laski, czekając tylko aż któryś z nich je zaczepi. Pośrodku sali zamontowane były cztery, stalowe rury, stanowiące główny obiekt zainteresowania mężczyzn. No... może nie same rury, a prężące się przy nich dziewczyny. Okna zasłonięto grubymi, czerwonymi zasłonami, jedynym źródłem światła były więc dyskotekowe lampy i okno balkonowe, prowadzące na taras. Dom był dwupiętrowy, na górę prowadziły kręte schody, mieszczące się przy naprzeciwległej ścianie. Z ich poręczy zwisały najróżniejsze części garderoby, i męskiej, i damskiej. Zerknęłam kątem oka na Nikkiego, ale na nim nie robiło to żadnego wrażenia. Rozglądał się... a raczej wodził wzrokiem z każdą mijającą go panienką. Odchrząknęłam cicho, choć miałam ochotę się wydrzeć, żeby zwrócił na mnie uwagę.
- Baw się dobrze, Kashmir, idę na podryw - wyrzucił w końcu i za nim zdążyłam coś powiedzieć, już go nie było. Super. Czując na sobie spojrzenia, facetów podeszłam do jednego ze stołu i zbadałam asortyment. Jack Daniels, standardowo, wódka..., Chryste Panie, czy to stuletnia whisky?... Nightrain, wódka z marihuaną, cytrynówka... Złapałam butelkę Jacka i odwróciłam się, nie spoglądając za siebie. Poczułam uderzenie w czoło i upadłam na podłogę. Zrobiło mi się słabo i ciemno przed oczami. Dźwignęłam się na łokcie i mimowolnie jęknęłam.
- Detektyw Kashmir Jones, jeszcze się panią nie zająłem, a pani już jęczy! - usłyszałam śmiech i chwilę potem, czyjeś silne ręce postawiły mnie na ziemię.
- Spierdalaj - wyszarpnęłam ramię i dotknęłam opuszkami palców głowy. Boli.
- Uuu... ostra, lubię takie - mruknął... Axl. Wreszcie skojarzyłam ten głos. Spojrzałam na niego z mieszaniną złości... i, kurwa, szczęścia (że go znowu widzę? WT fucking F?).
- To dlatego mnie bijesz?- wydukałam. J e z u, co ja gadam? Nawet się nie potrafię cywilizowanie odezwać do chłopaka.
- Ty na mnie wpadłaś, też ucierpiałem - wskazał na zaczerwienienie na klatce piersiowej, którego początkowo nie zauważyłam wśród zadrapań i malinek.
- Spokojnie, jakaś dziwka pocałuje i się zagoi - rzuciłam zezłoszczona.
- Like the dust that lufts high in June, when moving through Kashmir... - zanucił Zeppelinów uśmiechając się lekko. Serce zabiło mi szybciej, ale nie dałam tego po sobie poznać.
- Nie próbuj mnie udobruchać... - wycedziłam, ale gniew chyba wyparował.
- Wybacz, usłyszałem tylko "ruchać" - powiedział, szczerząc się. Denerwujący typ.
- Mało mnie to obchodzi...
- Czyli mam sobie pójść? - spytał, rozglądając się po sali. Chyba go wkurzyłam.
- Tak - skrzyżowałam ręce na piersi i odrzuciłam włosy do tyłu. A niech idzie, będę miała spokój.
- To do zobaczenia... - wymruczał cicho, tak, że ledwo go słyszałam - Kashmir... - i odszedł w stronę tancerek. O panie, spotykam go drugi raz, a już go nie cierpię. Idąc na górę, wciąż o nim myślałam. Było w tym chłopaku coś hipnotyzującego. Działał na mnie jak magnes. Jednocześnie przyciągał i odpychał. Westchnęłam cicho. Eh, Kash, wyrzuć go z głowy. Stanęłam w środku schodów i powiodłam wzrokiem po tłumie. Nikki... jest! Zmrużyłam oczy, próbując wypatrzeć kto jest obok niego. Chwilę później, przeszedł mnie po plecach zimny dreszcz, bo zdałam sobie sprawę, że całuje się z jedną z nich. Znajdę tę szmatę i wydrapię jej oczy. To znaczy... nie jestem zazdrosna. Nie. Tak tylko, niech sobie laska znajdzie chłopaka, a nie się klei do mojego przyjaciela - tylko o to mi chodziło. Przecież ona nie ma żadnych zasad moralnych, dlatego trzeba to zrobić. Uniosłam Danielsa i upiłam spory łyk. Zastanawiałam się jak im przerwać, żeby nie wyjść za zazdrosną desperatkę. Nie zwracałam uwagi na nic innego, nawet myśli o Axlu się gdzieś ulotniły. Z trzymanej przeze mnie butelki co raz szybciej ubywało alkoholu. Ludzie wokół mnie tańczyli, bawili się, a ja stałam i wpatrywałam się w nich.Nikki przywiózł mnie tu i zostawił, tak, z o s t a w i ł, z obcymi ludźmi, jak ja się miałam bawić? Jak już zwróci na mnie uwagę to mu wszystko wygarnę. Cholera. To miał być miły wieczór. Dopiłam whisky do końca i właśnie miałam iść, zagadać do kogoś, spróbować poderwać, gdy usiadł obok mnie młody chłopak. Szybko zmierzyłam go wzrokiem. Długie, blond, prawie do pasa włosy, tajemnicze, brązowe oczy, mocno zarysowana szczęka i uśmiech, który sprawiał, że facet wyglądał na cholernie pewnego siebie. I zniewalająco przystojnego. Miał na sobie tylko skórzane, czarne spodnie, więc miałam przed sobą jego opalony, wyrzeźbiony tors. Dosko - kurwa - nały.
- Sebastian - wymruczał z uśmiechem w stylu "zapamiętaj to imię, bo będziesz je krzyczała przez całą noc". Ekhm, nie miałabym nic przeciwko.
- Kashmir - przedstawiłam się i uścisnęłam lekko jego wyciągniętą dłoń. Miał niezwykle delikatne, a jednocześnie męskie dłonie. Ciekawe czy coś innego też jest takie męskie... Chryste Panie, Kash, ogarnij się. Odwróciłam głowę, by ukryć rumieniec wpełzający na policzki i poprawiłam lekko włosy. Chłopak, co ja gadam, mężczyzna, stuprocentowy mężczyzna siedzący obok mnie, o b o k m n i e, szturchnął mnie ze śmiechem.
- Możesz na mnie spojrzeć, nie zgwałcę cię, obiecuję - nie? A to szkoda, wiesz ja nie mam nic przeciwko.
- Muszę? - wydukałam.
- Tak, musisz. Chcę jeszcze raz zobaczyć twą piękną buźkę - tej prośby nie mogłam zlekceważyć, więc spojrzałam na niego, uśmiechając się nieśmiało.
- O tak, lepiej - powiedział i sięgnął po butelkę stojącą na schodku. - Twoje zdrowie, Kashmir - uniósł Danielsa i upił kilka łyków. - Jak się podoba impreza?
- Szczerze? Średnio... Nie znam tu nikogo, a mój przyjaciel... właśnie widziałam jak szedł gdzieś z jakąś dziwką, więc...
- Jesteś zazdrosna? - wtrącił.
- Nie! - zaprotestowałam szybko. Ja? Zazdrosna? Przecież to w ogóle nie pasujące do siebie słowa. Kashmir - zazdrość. Antonimy.
- Proszę cię, kobieta nawet jak nie jest zazdrosna, to jest - wzruszył ramionami. - Takie już jesteście. Ciężko z wami wytrzymać, a jeszcze ciężej bez was.
- Pfff, odezwał się... To wy faceci jesteście okropni - rzuciłam z uśmiechem.
- Teraz będziemy się przekomarzać?
- Ja to bym się napiła, chyba, że nie chcesz... - zaproponowałam, wstając. Miałam się do cholery zabawić, a siedziałam już tutaj tyle czasu, że tyłek zaczął mnie boleć. Liczyłam, że pójdzie ze mną. Proooooszę, chodź.
- Dobry pomysł. Ale w jednym z pokoi widziałem coś lepszego, oryginalną szkocką whisky. Idziemy? - jeszcze się pytasz. Z tobą nawet na koniec świata.
- Prowadź - szepnęłam i ruszyłam za nim na górę. Kręciło mi się w głowie i szumiało w uszach. Więcej nie piję, o nie. Weszliśmy do przestronnej sypialni i skierowaliśmy się w stronę barka.
- Masz towar? - spytał Baz, oglądając etykietki butelek. Upiłam spory łyk wódki i skrzywiłam się.
- Że narkotyki?
- Że narkotyki, a co innego? - roześmiał się, wyszarpując z kieszeni spodni woreczek z kokainą i rzucił go do mnie. Przyglądałam się białemu proszkowi przez dłuższą chwilę, a w końcu wysypałam go na stolik.
- No w końcu, już myślałem, że nie wiesz do czego to służy - powiedział, siadając na łóżku i otwierając piersiówkę.
- Pff, proszę cię... - nachyliłam się, uformowałam i wciągnęłam dwie kreski, popijając je połową Danielsa Zakręciło mi w się w głowie, a pokój zawirował. Dobiegające z dołu "Love in a elevator" stało się odległe, jakby z innej galaktyki. Zrobiło mi się gorąco, zdjęłam dżinsową koszulę i rzuciłam ją na podłogę. Poczułam przypływ energii. Jakby zastrzyk między - kurwa - galaktycznej mocy. Spojrzałam na Sebastiana. Przyglądał mi się, zagryzając dolną wargę. Podeszłam do niego powoli i usiadłam mu na kolanach. Chyba czas się odstresować, prawda? Poczułam jego, przesuwające się po moich plecach, dłonie. Szybkim ruchem odpiął sukienkę i patrząc w oczy, pocałował. Przygryzłam jego wargę, a chwilę później czułam jego język delikatnie pieszczący moje podniebienie. Zrzuciliśmy z siebie ubrania, nie rozdzielając ust. Popchnął mnie lekko nad łóżko i nachylił się nade mną... Zaczął składać delikatne pocałunki na mojej szyi i piersiach, a jego dłonie powędrowały w stronę ud... rozchylił je i uśmiechnął się łobuzersko... przymknęłam oczy i westchnęłam cicho... w jednej chwili zrobiło mi się gorąco i mimowolnie jęknęłam, na policzkach czułam rumieńce... wplotłam dłonie w jego włosy... drżącym ciałem opadałam... to znów wznosiłam się ku górze... I wtedy do pokoju wpadł... Nikki Sixx.
----------------------------------
Na Hendrixa, nawet nie wiecie w jakich trudach powstał ostatni fragment, dlatego błagam, nie bijcie ;-;+ PODZIĘKOWANIA
Nigdy, naprawdę NIGDY nie spodziewałam się tylu pozytywnych komentarzy.
Automatycznie łzy napływają mi do oczu, kiedy czytam Wasze opinie, dlatego... dziękuję.
+ Jeśli czytasz, to skomentuj, napisz cokolwiek, nawet po prostu "czytam", to daje mi porządnego kopa i nieźle motywuje.
Zaskoczy Cię to, jeśli znów powiem, że wspaniałe? Chyba nie.
OdpowiedzUsuńZajebiste i tyle. Dzięki za uwagę.
Czekam na dalsze części.
Zajebiste jak zwykle. :)
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej.
Cudowne. Znowu! "I wtedy do pokoju wpadł... Nikki Sixx." No ładnie ładnie..Ciekawi mnie co na to powie pan Sixx i jak zareaguje..No i jak można było urwać w takim momencie? Ugh. Czekam na następny!
OdpowiedzUsuńDużo weny życzę :)
NA-RE-SZCIE!!!! ile jam się naczekałam! miałam nadzieję że Kashmir będzie z Nikkim a tu taki suprajs. jak mogłaś przestać w takim momencie?! jezu.. jak cię dorwe to ci zrobię krzywdę! i mam prośbę! jak znasz jakieś blogi to daj linki proszę!!!!
OdpowiedzUsuńczekam na nową!
Martyna
Czytam
OdpowiedzUsuńChce seks
:)
Ale z Nikkim
KC :`)
Dosko-kurwa-nale
OdpowiedzUsuńjeju, zajebisty jest! czekam na więcej. Serio, genialny, jeju, jeszcze jest tam Dave, Axl, Nikki i w ogóle Motley i Seba :')
OdpowiedzUsuńZaje-kurwa-wyje-biste ;-; Po trzech rozdział już mogę stwierdzić, że się uzależniłam. Także proszę szybciutko o kolejną dawkę tego cuda '_'
OdpowiedzUsuńJeszcze Sebastian się tu pojawił. No kurwa, uwielbiam Cię <3 xD
A krótka wymiana zdań z Axlem rozwaliła mnie, w pozytywnym oczywiście tego słowa znaczeniu :D
Teraz jestem jeszcze tylko ciekawa, jak zareaguje Sixx na .. no wiadomo na co. Może być ciekawie ^^ Także tego, weny życzę :*